W skrócie: kilka pozycji na różnych instrumentach nie oznacza rozłożonego ryzyka, jeśli wszystkie zależą od tego samego czynnika. Na forex tym czynnikiem jest najczęściej dolar, na indeksach ogólny apetyt na ryzyko. Trzy skorelowane transakcje po jednym procencie ryzyka to w praktyce jedna transakcja z ryzykiem trzech procent. Korelacje nie są stałe i w czasie paniki rosną, więc traktuj je jako narzędzie do wykrywania ukrytego nadmiaru ryzyka, a nie jako zabezpieczenie. Praktyczny wniosek: limit ryzyka ustawiaj na grupę powiązanych pozycji, nie tylko na pojedynczą transakcję.
Wyobraź sobie taki poranek. Uznajesz, że dolar będzie słabł. Otwierasz długą pozycję na EUR/USD, bo układ wygląda dobrze. Potem widzisz podobny układ na GBP/USD, więc wchodzisz i tam. Na koniec dokładasz złoto, które przy słabym dolarze zwykle rośnie. Trzy instrumenty, trzy różne wykresy, na każdym ryzykujesz jeden procent kapitału. Poczucie: ostrożnie rozłożone ryzyko.
Godzinę później pojawia się odczyt, który umacnia dolara. Wszystkie trzy pozycje tracą jednocześnie i w kilka minut jesteś trzy procent w plecy. Nie miałeś trzech transakcji. Miałeś jeden pomysł, wyrażony trzy razy.
To jest najczęstszy sposób, w jaki trader z porządnym zarządzaniem ryzykiem i tak dostaje serię, której nie planował.
Korelacja bez wzorów
Formalnie korelacja to liczba od minus jeden do plus jeden, opisująca, jak dwa instrumenty poruszają się względem siebie. W praktyce tradera wystarczą trzy stany.
Dodatnia korelacja oznacza, że instrumenty zwykle idą w tę samą stronę. Kupując oba, podwajasz zakład zamiast go rozkładać.
Ujemna korelacja oznacza, że idą w przeciwne strony. Długa pozycja na jednym i długa na drugim częściowo się znoszą, więc płacisz koszty za ekspozycję, której nie masz.
Brak korelacji oznacza, że ruchy jednego nie mówią nic o drugim. Tylko w tym przypadku dwie pozycje faktycznie są dwiema pozycjami.
Nie musisz znać dokładnej wartości współczynnika. Cała praktyczna zawartość tego pojęcia mieści się w jednym pytaniu, które zadajesz sobie przy otwartych transakcjach: jaki jeden scenariusz sprawi, że wszystkie będą stratne naraz. Jeśli odpowiedź przychodzi łatwo, to nie masz kilku pozycji, tylko jedną, większą.
Co z czym chodzi w parze
Poniższe powiązania są obserwacjami historycznymi, a nie prawami rynku. Zmieniają się i regularnie zawodzą, ale jako mapa punktów wspólnych działają dobrze.
| Powiązanie | Charakter | Wspólny czynnik |
|---|---|---|
| EUR/USD i GBP/USD | Zwykle w tę samą stronę | Dolar po tej samej stronie pary |
| EUR/USD i USD/CHF | Zwykle w przeciwne strony | Dolar po przeciwnych stronach |
| Dolar i złoto | Historycznie odwrotnie | Złoto wyceniane w dolarze |
| Ropa i dolar kanadyjski | Zwykle w tę samą stronę | Eksport surowca |
| Główne indeksy giełdowe | Zwykle razem | Ogólny apetyt na ryzyko |
| Kryptowaluty i akcje technologiczne | W ostatnich latach podobnie | Apetyt na ryzyko, płynność |
Na forex większość powiązań sprowadza się do jednego: dolar jest w prawie każdej popularnej parze. Handlując EUR/USD, GBP/USD i AUD/USD naraz, w dużej mierze handlujesz trzy razy dolarem. Nazwy par sugerują różnorodność, ale wspólny mianownik siedzi w każdej z nich. Jeśli dopiero poznajesz budowę par, wracasz do podstaw forex, gdzie rozłożyłem parę na walutę bazową i kwotowaną.
Na indeksach mechanizm jest jeszcze prostszy. Gdy rynek ucieka od ryzyka, spadają zwykle wszystkie główne indeksy naraz, bo reagują na ten sam nastrój. Wybór między jednym a drugim jest wtedy wyborem tempa, nie kierunku. Przegląd tego, czym te rynki się różnią, znajdziesz w osobnym tekście.
Dlaczego to mnoży ryzyko, zamiast je dzielić
Sedno problemu jest arytmetyczne i dlatego łatwo je przeoczyć w trakcie sesji.
Kiedy liczysz wielkość pozycji, zwykle przyjmujesz ryzyko rzędu jednego procenta na transakcję. Ta liczba ma sens przy założeniu, że transakcje są od siebie niezależne. Wtedy dwie stratne pod rząd to dwa osobne zdarzenia, a szansa, że wszystkie pójdą źle naraz, jest niewielka.
Przy pozycjach skorelowanych to założenie znika. Trzy transakcje po jednym procencie, zależne od tego samego czynnika, zachowują się jak jedna transakcja z ryzykiem trzech procent. Różnica polega tylko na tym, że w tabelce wyglądają na trzy ostrożne decyzje, a nie na jedną odważną.
Konsekwencja bije w dwa miejsca planu naraz. Po pierwsze, przekraczasz własny limit dziennej straty, nie łamiąc żadnej pojedynczej zasady. Po drugie, obsunięcie robi się głębsze, niż wynikało z Twoich obliczeń, więc odrobienie go wymaga większego zysku, niż zakładałeś.
Osobno to jest też problem psychologiczny. Trzy pozycje czerwone w tej samej minucie działają na głowę zupełnie inaczej niż jedna strata o tej samej wartości. Stąd blisko już do odgrywania się, które kosztuje więcej niż pierwotny błąd.
Zabezpieczenie, które nim nie jest
Skoro korelacja ujemna oznacza ruch w przeciwne strony, kusi pomysł, żeby użyć jej jako ochrony: długa pozycja tu, długa na instrumencie odwrotnie skorelowanym, i ryzyko zniknie.
Ekspozycja faktycznie w dużej części znika. Nie znikają koszty. Płacisz spread po obu stronach, ponosisz punkty swapowe na obu pozycjach, jeśli trzymasz je przez noc, i blokujesz depozyt zabezpieczający na dwóch transakcjach zamiast jednej. Więcej o tym, jak te koszty się kumulują, w osobnym artykule.
Efekt końcowy: nie masz już zdania o rynku, ale nadal tracisz pieniądze, tylko wolniej i mniej zauważalnie. Jeżeli nie chcesz ryzyka, najtańszym zabezpieczeniem jest zamknięcie pozycji.
Do tego dochodzi rzecz gorsza. Korelacja ujemna bywa niepełna i zmienna, więc konstrukcja, która miała się znosić, potrafi w nerwowym dniu przynieść stratę po obu stronach jednocześnie.
Korelacje się zmieniają, i to w najgorszym momencie
Największy błąd to traktowanie powiązań jak stałych własności rynku.
Korelacje wynikają z tego, czym rynek akurat żyje. Kiedy uwaga skupia się na stopach procentowych, waluty poruszają się według różnic w oczekiwaniach wobec banków centralnych. Kiedy dominuje strach, wszystko dzieli się na aktywa ryzykowne i bezpieczne, a wcześniejsze zależności przestają obowiązywać.
W momentach paniki dzieje się rzecz najbardziej nieprzyjemna: korelacje rosną. Instrumenty, które zwykle chodzą własnymi drogami, zaczynają spadać razem, bo inwestorzy sprzedają wszystko, co da się sprzedać. Dywersyfikacja przestaje działać dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna. Ten sam mechanizm opisałem po stronie inwestycyjnej w tekście o dywersyfikacji portfela.
Klasyczny przykład zawodnej reguły to złoto. Utarło się, że rośnie, gdy robi się niebezpiecznie, a jednak zdarzają się okresy, w których zachowuje się inaczej, niż zapowiada podręcznik. Opisałem taki przypadek w artykule o tym, dlaczego złoto tym razem nie ochroniło.
Wniosek praktyczny jest jednostronny. Korelacja jest dobrym narzędziem do wykrywania ryzyka, którego nie widzisz, i złym narzędziem do budowania ochrony, na którą liczysz.
Jak sprawdzić własne pozycje
Nie potrzebujesz macierzy korelacji ani żadnego dodatkowego oprogramowania. Wystarczą trzy nawyki.
Nałóż wykresy. Otwórz dwa instrumenty z tego samego okresu i zobacz, czy większe ruchy wypadają w tych samych miejscach. Jeden rzut oka na kilka miesięcy powie Ci więcej niż liczba, której i tak byś nie zinterpretował.
Grupuj pozycje po powodzie, nie po nazwie. Zanim otworzysz kolejną transakcję, przypisz ją do tego, na czym faktycznie zarabia: na słabym dolarze, na wzroście apetytu na ryzyko, na drożejącej ropie. Jeżeli w grupie jest już inna pozycja, nowa transakcja powiększa istniejące ryzyko, a nie tworzy nowe.
Ustaw limit na grupę. To jedyna zasada, którą naprawdę trzeba dopisać do planu. Jeżeli Twój limit to jeden procent na transakcję, ustal też sufit dla powiązanych pozycji, na przykład tyle samo lub półtora raza tyle na całą grupę. Wtedy druga transakcja w tej samej grupie oznacza mniejsze pozycje, a nie dołożone ryzyko. Zasadę wpiszesz przy okazji układania reguł w kreatorze planu.
Do tego dochodzi kontrola po fakcie. Jeśli prowadzisz dziennik, oznaczaj transakcje otwarte tego samego dnia i sprawdzaj, jak często kończyły się tak samo. Powtarzająca się zgodność wyników to dowód, że handlujesz jednym pomysłem w kilku przebraniach.
Najczęstsze błędy
Mylenie liczby instrumentów z dywersyfikacją. Pięć otwartych transakcji na parach z dolarem to jedna pozycja na dolarze. Liczy się liczba niezależnych powodów, nie liczba tickerów.
Dokładanie pozycji, bo układ jest ładny. Drugi dobry układ w tej samej grupie nie jest drugą okazją, tylko powiększeniem pierwszej. Jeśli chcesz w niego wejść, zmniejsz rozmiar obu.
Zakładanie, że korelacja z zeszłego roku obowiązuje dzisiaj. Powiązania są zmienne. Sprawdzaj je na bieżącym wykresie, a nie w zapamiętanej regule.
Liczenie na hedge zamiast na zamknięcie. Pozycja przeciwna nie usuwa ryzyka, tylko dokłada koszty i utrudnia myślenie o tym, co właściwie masz otwarte.
Co z tym zrobić dziś
Spójrz na swoje ostatnie dziesięć transakcji i przypisz każdej jeden powód, dla którego miała zarobić. Nie instrument, tylko powód. Potem policz, ile różnych powodów wyszło.
Jeżeli dziesięć transakcji sprowadza się do dwóch czy trzech pomysłów, to Twoje ryzyko przez cały ten czas było wielokrotnie większe, niż pokazywał kalkulator wielkości pozycji. Sama ta świadomość zmienia więcej niż kolejny wskaźnik na wykresie.



