Rebalancing
Rebalancing to okresowe przywracanie portfela do założonych proporcji aktywów, na przykład 70% akcji i 30% obligacji, gdy ruchy rynku je rozjadą.
Portfel rozjeżdża się sam, bez żadnej Twojej decyzji. Jeżeli akcje rosną szybciej niż obligacje, ich udział pęcznieje ponad założenia, a wraz z nim ryzyko całości. Po kilku dobrych latach portfel zaplanowany jako umiarkowany potrafi stać się agresywny, i to dokładnie w momencie, gdy wyceny są najwyższe.
Rebalancing przywraca zamierzone proporcje: sprzedajesz część tego, czego jest za dużo, i dokupujesz to, czego brakuje. Efektem ubocznym jest mechanizm, który wymusza sprzedaż drożejących aktywów i zakup tanich, czyli dokładnie odwrotnie, niż podpowiadają emocje.
Stosuje się dwa podejścia. Kalendarzowe polega na sprawdzeniu proporcji w ustalonym terminie, zwykle raz albo dwa razy w roku. Progowe uruchamia działanie dopiero wtedy, gdy udział klasy aktywów odchyli się od planu o określoną wielkość, na przykład 5 punktów procentowych. Pierwsze jest prostsze, drugie reaguje na to, co faktycznie robi rynek.
Najczęstszy błąd to robienie tego zbyt często. Każda transakcja kosztuje prowizję, a przy rachunku bez tarczy podatkowej sprzedaż z zyskiem uruchamia podatek, którego przy trzymaniu nie zapłaciłbyś wcale. Rebalancing kwartalny czy miesięczny zwykle kosztuje więcej, niż daje.
Tańszy wariant polega na rebalancingu wpłatami. Zamiast sprzedawać to, czego jest za dużo, kierujesz kolejne wpłaty wyłącznie do niedoważonej części portfela. Nie generuje to podatku ani kosztów sprzedaży i przy regularnym dokładaniu pieniędzy często wystarcza do utrzymania proporcji.
Zaczynasz od 100 000 zł w proporcji 70 procent akcji i 30 procent obligacji, czyli 70 000 i 30 000 zł. Po roku, w którym akcje zyskały 25 procent, a obligacje 3 procent, masz 87 500 zł w akcjach i 30 900 zł w obligacjach, razem 118 400 zł. Udział akcji wynosi teraz około 74 procent zamiast 70. Po drugim takim roku sięga już 77,5 procent. Nie zmieniłeś strategii, a ryzyko portfela rośnie samo, bo wygrywająca część rośnie szybciej od reszty.
Częste pytania
Jak często robić rebalancing?
Dla większości inwestorów wystarczy raz w roku albo po przekroczeniu ustalonego progu odchylenia, na przykład 5 punktów procentowych. Częstsze poprawianie proporcji podnosi koszty transakcyjne i podatkowe, a badania nad różnymi częstotliwościami nie pokazują przewagi rebalancingu kwartalnego nad rocznym.
Czy rebalancing zwiększa zyski?
Nie jest to jego głównym zadaniem i w długich okresach silnej hossy potrafi wynik obniżyć, bo ogranicza udział najlepiej rosnącej części portfela. Jego rolą jest kontrola ryzyka, czyli pilnowanie, żeby portfel pozostał tym, na co się godziłeś, a nie maksymalizacja stopy zwrotu.
Czy rebalancing kosztuje podatkowo?
Na zwykłym rachunku tak: sprzedaż z zyskiem oznacza 19 procent podatku, płaconego wcześniej, niż byłoby to konieczne. Na rachunkach IKE i IKZE problem nie występuje, dlatego to właśnie tam rebalancing przez sprzedaż jest najtańszy.
Czy da się rebalansować bez sprzedawania?
Tak i zwykle jest to najlepsze rozwiązanie przy regularnym oszczędzaniu. Kolejne wpłaty kierujesz w całości do tej części portfela, której jest za mało, aż proporcje wrócą do planu. Nie płacisz wtedy ani prowizji od sprzedaży, ani podatku od zysku.